czwartek, 24 stycznia 2013

Rozdział 1: Szczęśliwa wiadomość


Dryyyyń! Joanna została brutalnie wyrwana ze snu o siatkarzach. Powoli usiadła na łóżku, spojrzała na kalendarz i uśmiechnęła się. Dziś miały spełnić lub zaprzepaścić jej marzenia. Dzisiaj miało się okazać, kto wygrał konkurs i poleci na tydzień do Kanady z polską reprezentacją mężczyzn w piłce siatkowej. Więc już łatwo się domyśleć, że nasza bohaterka uwielbia siatkówkę.
Ale może najpierw ją przedstawię. Osiemnastoletnia Joanna Kaczmarczyk - Asia, Aśka, Jo (czyt. Dżo[ł]), Joaśka, byleby nie Joanna. Asia posiada duże brązowe oczy, ciemnobrązowe włosy i 190 cm wzrostu. Posiada zgrabną i wysportowaną sylwetkę. Jest miła, do bólu szczera, odważna, żywiołowa, utalentowana i zabawna, a jej znakiem rozpoznawczym jest uśmiech. Krótko mówiąc, dziewczyna jest niepoprawną optymistką. Od października zacznie studiować fizjoterapię.
Ale wracając do naszej bohaterki. Niecałą godzinę później, Aśka szła do szkoły razem ze swoją przyjaciółką, Olą.
- Dzisiaj są wyniki tego konkursu, nie? - spytała Ola.
- Taak, a co? - odpowiedziała Aśka.
- Jeszcze się pytasz? Myślisz, że uda ci się wygrać?
- Jasne, nadzieja zawsze jest! A jeśli się nie uda... To cóż, pogratuluję zwycięzcy.
- Mhm, jasne! Najpierw wyślesz mi SMSa  żebym przyszła, a potem będzie mi łzy wylewać i wyklinać zwycięzcę!
- Oj tam, oj tam! A poza tym, ja muszę to wygrać! Osiemnaście lat na to czekałam!
- Dobra, ale nie krzycz! W każdym razie, trzymam za ciebie kciuki.
- Dzięki! Jeśli wygram, przywiozę ci podpisaną koszulkę i zdjęcie.
- No ja mam nadzieję, bo jak nie...
- To wiem, wiem. Wypatroszysz, zakopiesz, odkopiesz, wskrzesisz, sklonujesz, wypatroszysz i tak dalej...
***
Dziewczyny właśnie wyszły ze szkoły.
- Oluś... - zaczęła Aśka.
- Co?
- Zaszłabyś do mnie na herbatę? Prooooszę - osiemnastolatka zrobiła minę a'la kot ze Shreka.
- Dobra, ale nie patrz się tak! Kogoś tu chyba nerwy biorą...
- Tak trochę... Dobra... Bardzo.
- Wiedziałam!
Dziewczyny po ok. dwudziestu minutach doszły do jednorodzinnego domu Kaczmarczyków. Od razu skierowały się do pokoju Aśki, która jeszcze wcześniej wzięła jakieś ciastka i zrobiła herbatę. Właścicielka pokoju niemal natychmiast włączyła swojego laptopa i zaczęła leniwie przeglądać tablicę na facebook'u, na której nie było nic ciekawego, więc zalogowała się na poczcie. Jak zwykle miała sporo nieodczytanych wiadomości, w większości oczywiście reklamy. Te od razu usuwała. Miała wiadomość od siostry z Brazylii i od kuzyna. Ale jednak nie mogła znaleźć tego maila, którego chciała. Dopiero po pięciokrotnym przejrzeniu wiadomości znalazła. Szybko otworzyła i zaczęła czytać wiadomość. Wiadomość, która odmieniła jej życie na zawsze.
,, Serdecznie gratulujemy wygrania konkursu! Jak zapewne Pani wie, leci Pani na siedem dni do Kanady. Resztę informacji otrzyma Pani jutro. Prosimy o odpowiedź do godziny dziewiętnastej dzisiejszego dnia.
Pozdrawiamy, Polska Reprezentacja."
- O Boże...
- Aśka...
- O Boże...
- Aśka, wygrałaś!
- Nie wierzę... Uszczypnij mnie i powiedz, że to nie sen.
Olka szczypnęła ją w rękę i powiedziała:
- To nie sen! Jedziesz do Kanady, rozumiesz! Spędzisz siedem dni z siatkarzami!
Obie odtańczyły swój taniec szczęścia na środku pokoju. Aśka była w takim szoku, że nie mogła wypowiedzieć słowa. Po jakichś piętnastu minutach, obie nieco się uspokoiły, w każdym razie na tyle, żeby Kaczmarczykówna mogła odpisać na mail'a.
- Chodźcie na obiad. A co wy takie wesołe? - spytała mama Aśki.
- A bo jak by to powiedzieć... - zaczęła Aśka.
- Oj no mów.
- Nobowygrałamtenkonkursijadędokanadynatydzieńzsiatkarzami - wypaliła.
- Jeszcze raz i wolniej.
- No bo wygrałam ten konkurs i jadę do Kanady na tydzień z siatkarzami.
- To świetnie! Gratuluję! - kobieta przytuliła córkę.
- Ale nie masz nic przeciwko? Serio?
- Nie, przecież wiem, że to było twoje marzenie.
- Dziękuję! - teraz to córka uścisnęła matkę. Ola uśmiechała się na ten widok.
- A mnie to już nikt nie przytuli?!
- Chodź tutaj! - Aśka przytuliła przyjaciółkę. Wszystkie trzy wybuchły śmiechem.
***
Jakieś dwie godziny później, Aśka odprowadzała Olę do domu.
- Ola, chyba mamy problem - zaczęła poważnie Asia.
- Jaki?
- Nie mam co ze sobą zabrać!
- Jutro po zakończeniu roku idziemy do galerii.
- Okay. Co ja bym bez ciebie zrobiła?
- Zapewne nic.
- Ej!
- Też cię kocham!
***
Następnego dnia, już po zakończeniu roku szkolnego, Aśka wraz ze swoją przyjaciółką spacerowały po rzeszowskiej galerii. Osiemnastolatka kupiła sobie: jasnobłękitne rurki, dwie pary rybaczek, dwie bokserki, dwa T-shirty, dżinsowe spodenki i trampki.
Po zakupach zaszły do domu Oli po jej rzeczy, gdyż panna Kapelańczyk miała dziś nocować u Kaczmarczykównej. Ku radości dziewczyn, które codziennie wieczorem biegały, od domu Oli do domu Aśki jest ładny kawałek drogi, więc przebieżkę miały już zaliczoną.
Po około dwudziestu minutach były siedziały już na łóżku w pokoju Jo. Kaczmarczykówna z drobną pomocą przyjaciółką pakowała się na wyjazd, gdyż lot do Kanady miała już jutro. W dodatku o 6 miała samolot.
- Weź jeszcze strój - powiedziała Ola.
- Ale po co? Raczej nie będę tam pływać.
- Oj, nie gadaj, tylko pakuj, tak na wszelki wypadek.
- Okay, ale pewnie i tak się nie przyda.
- Oj tam, oj tam! Ej, ale będziemy gadać przez Skype'a?
- A co ty myślałaś? Oczywiście, że będziemy!
- Chyba że chłopaki dadzą ci taki wycisk, że padniesz, jak tylko zobaczysz łóżko...
- Nie przesadzaj... Ciekawe, jacy oni są i czy mnie polubią...
- Mówiąc oni, masz na myśli Zibiego, tak?
- Nie tylko, wszystkich.
- Ale jego najbardziej?
- Może...
- Wiedziałam!
Obie zaczęły się śmiać. Później jeszcze chwilę rozmawiały i poszły spać, bo następnego dnia miały w końcu wstać o czwartej nad ranem...
***
Ta dam! I jak się podoba pierwszy rozdział? :D Osobiście jestem z niego zadowolona :D Czekam na uzasadnioną krytykę. ;) Następny już nie długo :D Pozdrawiam!
~Hope
PS Dalej nie wierzę, że to wstawiłam...